Holenderski rynek pracy od lat pozostaje jednym z najbardziej atrakcyjnych kierunków dla polskich fachowców. Jednak w 2026 roku samo doświadczenie to za mało - liczy się wąska specjalizacja. Sprawdzamy, w jakich zawodach zapotrzebowanie jest największe i jak przygotować się do rekrutacji, by uzyskać najlepsze warunki finansowe.
Firmy znajdują się w momencie transformacji - organizacyjnej, strukturalnej i cyfrowej, napędzanej m.in. przez rozwój sztucznej inteligencji. W konsekwencji zachodzi ewolucja pożądanych profili kompetencyjnych pracowników, od których coraz częściej oczekuje się połączenia umiejętności twardych i miękkich z technologiczną biegłością.
Na rynku pracy 2026 kluczem do sukcesu będzie szybkie uczenie się i elastyczna adaptacja do zmian - wynika z dziś opublikowanego raportu ManpowerGroup 'Raport płacowy 2026.
Zmiana zawodu, podniesienie kwalifikacji albo wejście na rynek pracy po przerwie często zaczyna się od jednego pytania: jaki kurs zawodowy będzie realnie przydatny, a nie tylko 'ciekawy'? Wiele osób odczuwa w tym momencie napięcie związane z kosztami, ryzykiem pomyłki i presją czasu. Dochodzą do tego wątpliwości zdrowotne, rodzinne i organizacyjne: czy dam radę pogodzić naukę z pracą, czy kierunek nie okaże się zbyt obciążający, czy po szkoleniu rzeczywiście pojawią się oferty. Dobrze dobrany kurs nie musi być rewolucją, ale powinien być świadomą decyzją opartą na danych, możliwościach i ograniczeniach. Poniżej znajdziesz uporządkowany sposób myślenia, który pomaga wybierać szkolenie w zgodzie z rynkiem pracy i z własną sytuacją.
ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA
Bądź na bieżąco z rynkiem pracy
Wysyłając formularz akceptujesz regulamin
Odkąd Leo Beenhakker rozpoczął pracę z polskimi piłkarzami, zarobił aż 1,3 mln euro (prawie 4,5 mln zł). To niezbyt wygórowana gaża, jeśli wziąć pod uwagę olbrzymie oczekiwania, jakie wiązane były z rezultatami jego pracy.
Ale wynagrodzenie od PZPNu to nie jedyne dochody Holendra - dochodzą jeszcze miliony za kontrakt reklamowy z jednym z banków… Wysokość honorarium jest oczywiście ściśle strzeżoną tajemnicą, ale specjaliści z branży reklamowej twierdzą, że w grę wchodzi kwota rzędu miliona euro.
Jak na polskie warunki zarobki Leo Beenhakkera (600 tys euro rocznie) wydają się dość spore. Jednak zagraniczni szkoleniowcy zarabiają znacznie więcej. Trener Tottenhamu Hotspur Juande Ramos wzbogaca się rocznie o 6 mln euro, a Włoch Roberto Mancini za sezon w Interze Mediolan dostaje tylko milion euro mniej.
Również Leo Beenhakker miał szansę na wyższe zarobki - gdyby Polacy awansowali do ćwierćfinału, roczne zarobki trenera wzrosłyby do 900 tysięcy euro. Taką podwyżkę Holender wynegocjował u prezesa PZPN Michała Listkiewicza. Niestety, Leo Benhaker nie zobaczy ani swojej podwyżki ani walki biało-czerwonych w ćwierćfinałach ME.
Nie od dziś wiadomo, że często lwią część dochodów sportowców i szkoleniowców stanowią wpływy ze sprzedaży własnego wizerunku. Twarzą numer jeden tego Mundialu jest niewątpliwie Leo Benhaker. Do tej pory zarobił ok. 3 mln zł na reklamie banku, 1 mln zł na telewizorach, a na reklamówce piwa - 2,5 mln zł.
Z boiskowej jedenastki najpopularniejsze są twarze Ebiego Smolarka (Samsung i Pepsi) i Artura Boruca (McDoland, miesięcznik piłkarski 'Futbol'). Zainteresowanie reprezentacją jest jednak znacznie mniejsze niż przed poprzednim Mundialem - minął już czas największej popularności Jerzego Dudka, Macieja Żurawskiego czy Tomasza Frankowskiego.
Na reklamach zarabiają także inni sportowcy. Np. Adam Małysz zgarnia z tego tytułu rocznie ok. 2 mln zł. Obok niego najbardziej rozpoznawalnymi twarzami, a tym samym najchętniej zapraszanymi do udziału w reklamach, są Robert Kubica (Formuła 1), Otylia Jędrzejczak (pływanie), Mariusz Pudzianowski (strongman) i Ebi Smolarek (piłka nożna).
Piątek, 20 czerwca 2008
© 1998-2025 JOBS.PL SA. Wszelkie prawa zastrzeżone.
