Holenderski rynek pracy od lat pozostaje jednym z najbardziej atrakcyjnych kierunków dla polskich fachowców. Jednak w 2026 roku samo doświadczenie to za mało - liczy się wąska specjalizacja. Sprawdzamy, w jakich zawodach zapotrzebowanie jest największe i jak przygotować się do rekrutacji, by uzyskać najlepsze warunki finansowe.
Firmy znajdują się w momencie transformacji - organizacyjnej, strukturalnej i cyfrowej, napędzanej m.in. przez rozwój sztucznej inteligencji. W konsekwencji zachodzi ewolucja pożądanych profili kompetencyjnych pracowników, od których coraz częściej oczekuje się połączenia umiejętności twardych i miękkich z technologiczną biegłością.
Na rynku pracy 2026 kluczem do sukcesu będzie szybkie uczenie się i elastyczna adaptacja do zmian - wynika z dziś opublikowanego raportu ManpowerGroup 'Raport płacowy 2026.
Zmiana zawodu, podniesienie kwalifikacji albo wejście na rynek pracy po przerwie często zaczyna się od jednego pytania: jaki kurs zawodowy będzie realnie przydatny, a nie tylko 'ciekawy'? Wiele osób odczuwa w tym momencie napięcie związane z kosztami, ryzykiem pomyłki i presją czasu. Dochodzą do tego wątpliwości zdrowotne, rodzinne i organizacyjne: czy dam radę pogodzić naukę z pracą, czy kierunek nie okaże się zbyt obciążający, czy po szkoleniu rzeczywiście pojawią się oferty. Dobrze dobrany kurs nie musi być rewolucją, ale powinien być świadomą decyzją opartą na danych, możliwościach i ograniczeniach. Poniżej znajdziesz uporządkowany sposób myślenia, który pomaga wybierać szkolenie w zgodzie z rynkiem pracy i z własną sytuacją.
ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA
Bądź na bieżąco z rynkiem pracy
Wysyłając formularz akceptujesz regulamin
W maju rozpoczną się pierwsze bezpłatne szkolenia, jakie dla polskich pracowników przygotowały angielskie związki zawodowe TUC (Trades Union Congress). Kursy skierowane są do osób pracujących w dzielnicach Tower Hamlets i City w Londynie. Kongres angielskich związków zawodowych postanowił przywrócić dobre imię naszym robotnikom.
Od kilku miesięcy bowiem na Wyspach panuje opinia, że dobrego polskiego budowlańca zastąpił nieznający języka polski partacz. TUC chce także uświadomić Polakom, czego mogą wymagać od angielskiego pracodawcy.
- Rozmowy o zorganizowaniu kursów zaczęły się już na początku roku - twierdzi Wojciech Pisarski z Konsulatu RP w Londynie. - Polacy zgłaszali potrzebę takiego szkolenia i bardzo im zależało, aby się ono odbyło.
Projekt Vulnerable Workers sponsorowany jest przez brytyjski Wydział Biznesu i Przedsiębiorstw. Wziąć w nim udział mogą nie tylko budowlańcy. Szkolenie jest przeznaczone także dla sprzątaczek i ochroniarzy.
- Od ponad roku maluję Brytyjczykom mieszkania. Nie znam za dobrze angielskiego. Przyjdę na kurs także po to, żeby dowiedzieć się więcej o tutejszym prawie - deklaruje Przemek z Kutna.
Jego firma istnieje ponad pół roku. Mimo to nadal korzysta z tłumacza przy podpisywaniu umów. - Zazwyczaj na pierwsze spotkanie zabieramy ze sobą kogoś, kto mówi po angielsku. Gorzej, jeśli klient przychodzi w trakcie prac i nagle chce coś zmienić - przyznaje Przemek.
Na kurs ma zamiar zapisać się także pani Katarzyna z Piotrkowa, która od dwóch lat sprząta w Londynie pokoje hotelowe. - Kiedy przyjechałam do Anglii, przez pierwsze pół roku nie miałam podpisanej umowy z pracodawcą - wspomina. - Nie znałam angielskiego i nie potrafiłam się dogadać.
Dostawałam 3 funty za godzinę pracy, czyli połowę minimalnej stawki. Teraz już rozumiem prawie wszystko, ale na kursie chciałabym lepiej poznać angielskie prawo. W tamtym roku nie dostałam na przykład płatnego urlopu, jaki mi przysługiwał. Nie wiedziałam, że mam do niego prawo, a pracodawca nic mi o nim nie powiedział.
Według kongresu związków zawodowych, co czwarty Polak w Londynie nie otrzymał pisemnej umowy o pracę. Tyle samo miało problemy z wypłatą pensji. Według TUC, jesteśmy najniżej opłacanymi pracownikami w Londynie. Związki zawodowe chcą zapobiec sytuacji, że Polacy z powodu nieznajomości angielskiego są wykorzystywani przez pracodawcę lub niewłaściwie wykonują swoją pracę.
- Pierwszy pilotażowy kurs odbył się w listopadzie - przypomina Bob Blyth, manager Vulnerable Workers Project. - Przyszło wtedy 35 osób. Teraz liczymy na więcej chętnych.
- Szkolenia tego typu są bardzo potrzebne, ale nigdzie o nich nie słyszałam - przyznaje Anna Krzywak, właścicielka firmy budowlanej Black Cube Tower z Londynu. - Brakuje reklamy tych kursów TUC. Większość robotników nie pójdzie na nie tylko dlatego, że o nich nie słyszała.
Wyobraźmy sobie, że polskie gazety pełne są ostrzeżeń o nadciągającym krachu gospodarczym, który zostanie wywołany przez masowy powrót Ukraińców do ojczyzny. Są już pierwsze symptomy tej klęski: druga fala Ukraińców jest gorsza od pierwszej, a co gorsza, pojawiły się ukraińskie brakoroby. Doszło do pożałowania godnych incydentów - kolor był nie ten, tynk odpadł, kafelki popękały. Nic dziwnego, że kilku polskich usługobiorców zażądało zwrotu gotówki. W tej ciężkiej opresji kongres polskich związków zawodowych postanowił przywrócić dobre imię ukraińskim robotnikom.
Chcąc zapobiec sytuacji, że Ukraińcy z powodu niedostatecznej znajomości języka są wykorzystywani przez pracodawcę lub niewłaściwie wykonują swoją pracę, związkowcy zorganizowali dla nich specjalne kursy z języka i prawa polskiego. Oczywiście za darmo, bo we wspólnym, dobrze pojętym interesie. Niemożliwe? Nawet za kilkanaście lat? Mnie też się tak wydaje, choć jest to możliwe w Wielkiej Brytanii z Polakami. Jeśli ktoś nie wie, dlaczego to, co niemożliwe w Polsce, jest możliwe na Wyspach, powinien tam wyjechać, a szybko się dowie. Najlepiej na bezpłatnym kursie. Andrzej Gębarowski
Agnieszka Jasińska - POLSKA Dziennik Łódzki
Czwartek, 17 kwietnia 2008
© 1998-2025 JOBS.PL SA. Wszelkie prawa zastrzeżone.
