Nowoczesne systemy przemysłowe stają się coraz bardziej złożone, a ich niezawodność zależy w dużej mierze od skuteczności procesów czyszczenia. W wielu branżach - od energetyki po przetwórstwo spożywcze - oczyszczenie instalacji nie jest jedynie kwestią estetyki, lecz kluczowym warunkiem wydajności i bezpieczeństwa. Z tego powodu technologie mycia przechodzą intensywną ewolucję, a na pierwszy plan wysuwają się rozwiązania, które pozwalają usuwać trudne osady szybciej, dokładniej i przy mniejszej ingerencji w strukturę urządzeń. W centrum tych zmian znajdują się surfaktanty, czyli substancje powierzchniowo czynne odpowiedzialne za przełamywanie barier między zanieczyszczeniami a podłożem.
Rynek pracy w branży finansowej i rachunkowej należy do najbardziej stabilnych w Polsce. Niezależnie od koniunktury gospodarczej, specjaliści z zakresu księgowości są niezmiennie poszukiwani przez firmy z każdej branży. Jeżeli szukasz pracy jako księgowy lub księgowa, trafiłeś w odpowiednie miejsce. Poniżej znajdziesz wszystko, co powinieneś wiedzieć o tym, jak skutecznie szukać ofert pracy z zakresu księgowości i co sprzyja karierze w tej profesji.
Sektor przemysłowy w Polsce od lat stanowi jeden z najsilniejszych filarów gospodarki. Dynamiczny rozwój parków technologicznych, centrów logistycznych oraz fabryk sprawia, że praca na produkcji jest obecnie jedną z najczęściej wyszukiwanych kategorii zawodowych. Niezależnie od tego, czy dopiero wchodzisz na rynek pracy, czy szukasz zmiany zawodowej, nowoczesna produkcja oferuje znacznie więcej niż tylko powtarzalne czynności przy taśmie.
Na polskim rynku pracy utrzymuje się problem luki wynagrodzeń pomiędzy kobietami i mężczyznami. Jak wynika z raportu Hays Poland 'Kobiety na rynku pracy 2026. Jawne płace = równe płace?' zaledwie 26 proc. kobiet jest przekonanych o tym, że płeć pracownika nie ma żadnego wpływu na otrzymywane wynagrodzenie. Jednocześnie maleje pewność, że zwiększenie transparentności wynagrodzeń może realnie przyczynić się do rozwiązania problemu luki płacowej.
ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA
Bądź na bieżąco z rynkiem pracy
Wysyłając formularz akceptujesz regulamin
Kapitał zagraniczny znów napływa do Polski chętniej, ale nasz kraj ciągle nie jest dla inwestorów ziemią obiecaną.
Według Narodowego Banku Polskiego, w pierwszym półroczu zagraniczne firmy zainwestowały w Polsce 4,7 mld euro, czyli około 6 mld dol. To stosunkowo dużo, ale trudno mówić o niespodziance. Od miesięcy jesteśmy informowani o finalizowaniu kolejnych dużych transakcji. Prognozuje się, że w tym roku zagraniczne inwestycje bezpośrednie sięgnąć mogą nawet poziomu 2004 r., kiedy to napłynęło do nas prawie 10 mld euro. Wprawdzie wynik ubiegłego roku był wyraźnie słabszy (7,7 mld euro), Czesi przyciągnęli więcej kapitału (8,8 mld euro)), ale specjaliści uważają, że wraz z przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej rozpoczęła się druga fala przypływu inwestycji zagranicznych. Pierwsza miała miejsce w drugiej połowie lat 90. i była efektem intensywnego procesu prywatyzacyjnego. Obecne inwestycje mają głównie charakter green field, a więc są dla gospodarki korzystniejsze, bo tworzą nowe miejsca pracy, a także prowadzą do dywersyfikacji rynku, wzbogacając go o nowe podmioty z sektora małych i średnich przedsiębiorstw.
Członkostwo w Unii nie było jedynym powodem wzrostu zainteresowania Polską. Jak przyznają przedstawiciele resortu gospodarki, zostaliśmy zmuszeni do stosowania finansowych zachęt dla zagranicznego kapitału (granty i zwolnienia podatkowe). Zaczęliśmy kupować inwestycje, jak zresztą inne kraje. To się opłaca, bo jak wynika z rachunków, jedna złotówka wyłożona na ten cel w ciągu pięciu lat przynosi średnio 7 zł. Nasza skuteczność byłaby większa, gdyby Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych miała większe uprawnienia, a przede wszystkim gdyby mogła tworzyć przedstawicielstwa za granicą. Projekt ustawy wprowadzającej te zmiany leży jednak w Sejmie i nie wzbudza wielkiego zainteresowania polityków, zajętych swoimi sprawami.
Powszechnie wiadomo, że bezpośrednie inwestycje zagraniczne przynoszą każdej gospodarce wiele korzyści. Wnoszą nowe technologie, tworzą nowe miejsca pracy, przyciągają innych inwestorów, a więc rozkręcają spiralę inwestycyjną. W naszych realiach dodatkowo jeszcze kreują eksport. Rzecz w tym, że wszystkie zachęty, jakie uruchomiono u nas dla inwestorów zagranicznych, wycelowane są w miejsca pracy. Nie premiujemy nowych technologii, te zresztą na ogół mają charakter pracooszczędny, lecz tworzenie nowych stanowisk pracy. Trochę na przekór tej polityce idą tak zwane uwarunkowania obiektywne. Mamy wprawdzie duży rynek i armię nieźle wykształconych, gotowych do pracy ludzi, ale bardzo słabą infrastrukturę. Dlatego inwestycje przemysłowe idą do nas mniej chętnie niż do krajów ościennych, za to stosunkowo często wielkie koncerny lokują w Polsce centra nowoczesnych usług finansowo-księgowych i logistycznych. Czy to jednak wystarczy, by unowocześnić naszą gospodarkę i zwiększyć jej innowacyjność? Raczej nie. Co innego, gdyby w Polsce lokowano centra naukowo-badawcze.
Z najnowszego raportu Komisji Europejskiej, obejmującego 2 tys. firm z Unii Europejskiej i ze Stanów Zjednoczonych wynika, że w dziedzinie wydatków na badania i rozwój jesteśmy na szarym końcu. Wprawdzie w rankingu za 2005 r. przodują koncerny amerykańskie (pierwsze miejsce Ford Motors z 6,8 mld euro, drugie Pfitzer z 6,3 mld euro), ale europejskie usiłują dotrzymać im kroku (najwięcej wydał niemiecki DaimlerChrysler 5,7 mld euro). Z polskich firm uwzględnione tylko dwie: TP S.A. (488. miejsce) i KGHM (864. miejsce). To tylko potwierdza znaną prawdę, że zagraniczny kapitał, nawet jeśli już ma u nas firmę, stosunkowo niewiele inwestuje w jej innowacyjność. Ta słabość zagranicznych inwestycji nie jest dziś jeszcze boleśnie odczuwana, ale to zły prognostyk na przyszłość. Czas pomyśleć, jak przyciągać do Polski innowacyjne firmy i zachęcić je, by tu lokowały przynajmniej niektóre swoje placówki badawczo-rozwojowe.
Małgorzata Pokojska
CFO
Wtorek, 10 października 2006
© 1998-2026 JOBS.PL SA. Wszelkie prawa zastrzeżone.
