Sztuczna inteligencja w szybkim tempie przekształca globalny rynek pracy, zmieniając sposób funkcjonowania firm, organizację pracy zespołów oraz kompetencje, które stają się kluczowe w różnych branżach. Coraz szersza adopcja AI przyspiesza powstawanie nowych ról i specjalizacji, a umiejętność pracy z narzędziami opartymi na AI staje się dziś koniecznością, a nie tylko przewagą konkurencyjną.
Współczesny rynek pracy się zmienia a wraz z nim zmienia się podejście do motywacji pracowników. Dzisiejsi pracownicy mają zupełnie inne oczekiwania wobec pracodawców niż pokolenie sprzed dekady. Nie wystarczy już sama stabilna pensja wypłacana punktualnie co miesiąc - liczą się także wartości, kultura organizacyjna, możliwości rozwoju i równowaga między życiem zawodowym a prywatnym. Pracodawcy zaczynają rozumieć, że skuteczna motywacja to coś znacznie więcej niż tylko regularne podwyżki czy roczne premie.
Szafa medyczna to nie jest zwykły mebel 'do przechowywania'. W gabinecie lekarskim odpowiada za porządek, higienę, bezpieczeństwo leków i komfort pracy personelu. Dobrze dobrana wspiera codzienne procedury, źle dobrana potrafi je skutecznie utrudnić. Sprawdź, dlaczego jej jakość ma znaczenie i jakie wymagania powinna spełniać.
Ilustracja nowoczesnej rekrutacji w 2026 roku: agencje pracy korzystają z AI, analizują dane kandydatów i stosują inteligentne systemy wspierające procesy HR. Celem jest szybkie i trafne dopasowanie talentów do ofert pracy. Grafika symbolizuje przyszłość branży rekrutacyjnej, w której technologie i doświadczenie kandydata są kluczowe dla sukcesu.
ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA
Bądź na bieżąco z rynkiem pracy
Wysyłając formularz akceptujesz regulamin
Kapitał zagraniczny znów napływa do Polski chętniej, ale nasz kraj ciągle nie jest dla inwestorów ziemią obiecaną.
Według Narodowego Banku Polskiego, w pierwszym półroczu zagraniczne firmy zainwestowały w Polsce 4,7 mld euro, czyli około 6 mld dol. To stosunkowo dużo, ale trudno mówić o niespodziance. Od miesięcy jesteśmy informowani o finalizowaniu kolejnych dużych transakcji. Prognozuje się, że w tym roku zagraniczne inwestycje bezpośrednie sięgnąć mogą nawet poziomu 2004 r., kiedy to napłynęło do nas prawie 10 mld euro. Wprawdzie wynik ubiegłego roku był wyraźnie słabszy (7,7 mld euro), Czesi przyciągnęli więcej kapitału (8,8 mld euro)), ale specjaliści uważają, że wraz z przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej rozpoczęła się druga fala przypływu inwestycji zagranicznych. Pierwsza miała miejsce w drugiej połowie lat 90. i była efektem intensywnego procesu prywatyzacyjnego. Obecne inwestycje mają głównie charakter green field, a więc są dla gospodarki korzystniejsze, bo tworzą nowe miejsca pracy, a także prowadzą do dywersyfikacji rynku, wzbogacając go o nowe podmioty z sektora małych i średnich przedsiębiorstw.
Członkostwo w Unii nie było jedynym powodem wzrostu zainteresowania Polską. Jak przyznają przedstawiciele resortu gospodarki, zostaliśmy zmuszeni do stosowania finansowych zachęt dla zagranicznego kapitału (granty i zwolnienia podatkowe). Zaczęliśmy kupować inwestycje, jak zresztą inne kraje. To się opłaca, bo jak wynika z rachunków, jedna złotówka wyłożona na ten cel w ciągu pięciu lat przynosi średnio 7 zł. Nasza skuteczność byłaby większa, gdyby Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych miała większe uprawnienia, a przede wszystkim gdyby mogła tworzyć przedstawicielstwa za granicą. Projekt ustawy wprowadzającej te zmiany leży jednak w Sejmie i nie wzbudza wielkiego zainteresowania polityków, zajętych swoimi sprawami.
Powszechnie wiadomo, że bezpośrednie inwestycje zagraniczne przynoszą każdej gospodarce wiele korzyści. Wnoszą nowe technologie, tworzą nowe miejsca pracy, przyciągają innych inwestorów, a więc rozkręcają spiralę inwestycyjną. W naszych realiach dodatkowo jeszcze kreują eksport. Rzecz w tym, że wszystkie zachęty, jakie uruchomiono u nas dla inwestorów zagranicznych, wycelowane są w miejsca pracy. Nie premiujemy nowych technologii, te zresztą na ogół mają charakter pracooszczędny, lecz tworzenie nowych stanowisk pracy. Trochę na przekór tej polityce idą tak zwane uwarunkowania obiektywne. Mamy wprawdzie duży rynek i armię nieźle wykształconych, gotowych do pracy ludzi, ale bardzo słabą infrastrukturę. Dlatego inwestycje przemysłowe idą do nas mniej chętnie niż do krajów ościennych, za to stosunkowo często wielkie koncerny lokują w Polsce centra nowoczesnych usług finansowo-księgowych i logistycznych. Czy to jednak wystarczy, by unowocześnić naszą gospodarkę i zwiększyć jej innowacyjność? Raczej nie. Co innego, gdyby w Polsce lokowano centra naukowo-badawcze.
Z najnowszego raportu Komisji Europejskiej, obejmującego 2 tys. firm z Unii Europejskiej i ze Stanów Zjednoczonych wynika, że w dziedzinie wydatków na badania i rozwój jesteśmy na szarym końcu. Wprawdzie w rankingu za 2005 r. przodują koncerny amerykańskie (pierwsze miejsce Ford Motors z 6,8 mld euro, drugie Pfitzer z 6,3 mld euro), ale europejskie usiłują dotrzymać im kroku (najwięcej wydał niemiecki DaimlerChrysler 5,7 mld euro). Z polskich firm uwzględnione tylko dwie: TP S.A. (488. miejsce) i KGHM (864. miejsce). To tylko potwierdza znaną prawdę, że zagraniczny kapitał, nawet jeśli już ma u nas firmę, stosunkowo niewiele inwestuje w jej innowacyjność. Ta słabość zagranicznych inwestycji nie jest dziś jeszcze boleśnie odczuwana, ale to zły prognostyk na przyszłość. Czas pomyśleć, jak przyciągać do Polski innowacyjne firmy i zachęcić je, by tu lokowały przynajmniej niektóre swoje placówki badawczo-rozwojowe.
Małgorzata Pokojska
CFO
Wtorek, 10 października 2006
© 1998-2025 JOBS.PL SA. Wszelkie prawa zastrzeżone.
