Pozytywne, partnerskie relacje z przełożonym oraz wzajemne zaufanie to elementy mające ogromny wpływ na dobrostan i satysfakcję pracowników. Wiele badań Hays Poland pokazuje, że to właśnie menedżer stanowi jeden z kluczowych elementów, które profesjonaliści biorą pod uwagę przy zmianie pracy. Tymczasem najnowsze dane wskazują, że duża część specjalistów nie tylko nie darzy sympatią swoich szefów, ale też ma wątpliwości wobec ich kompetencji przywódczych.
Praca zdalna sprawia, że Twój laptop staje się centrum dowodzenia. To na nim prowadzisz spotkania, piszesz, analizujesz dane i komunikujesz się z zespołem. Jeśli korzystasz wyłącznie z wbudowanej klawiatury, touchpada i małego ekranu, szybko poczujesz zmęczenie oczu, nadgarstków i pleców. Jednak z odpowiednimi akcesoriami możesz zamienić domowe biurko w wygodne stanowisko, przy którym pracuje się sprawniej i po prostu bardziej komfortowo.
Według raportu Hays Poland 2026 rekrutacje planuje 84% pracodawców w Polsce, a 71% firm przyznaje, że w minionym roku doświadczyło luki kompetencyjnej. Standardowy model współpracy z agencją rekrutacyjną nie rozwiązuje tego problemu - jeśli kandydat odejdzie po kilku miesiącach, firma zostaje z opłaconą prowizją, pustym stanowiskiem i koniecznością rozpoczęcia całego procesu od nowa.
Menedżerowie czują się odpowiedzialni za wyniki i samopoczucie członków swoich zespołów, a obserwowanie jak się rozwijają stanowi dla nich źródło satysfakcji. Jednocześnie mierzą się jednak z dużą presją oraz koniecznością osiągania określonych rezultatów, przy często ograniczonych zasobach lub wpływie na podejmowane decyzje.
ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA
Bądź na bieżąco z rynkiem pracy
Wysyłając formularz akceptujesz regulamin
Irlandczycy zapytani o sytuację ekonomiczną i perspektywy zatrudnienia, okazują się być jednym z najbardziej pesymistycznych narodów Unii Europejskiej. Jeszcze do niedawna "zielona wyspa dobrobytu", powoli zamienia się w "wyspę bezrobotnych".
Według Eurobarometru, badań przeprowadzanych przez Komisję Europejską, Irlandczycy się obawiają, że w ciągu najbliższych miesięcy sytuacja w ich kraju jeszcze się pogorszy. Aż 90 proc. mieszkańców uważa, że sytuacja jest zła, a narodów, które własną kondycję oceniają jeszcze gorzej, jest tylko sześć. To Hiszpanie, Litwini, Grecy, Portugalczycy, Węgrzy i Łotysze.
- Młodzi ludzie są praktycznie bez szans na kupienie mieszkania. Ci, którzy zrobili to przed kryzysem, teraz załamują ręce, gdy okazuje się, że wartość ich nieruchomości spadła o 50 proc. Żeby jakoś zmniejszyć wydatki, przerzucają się na zakupy w najtańszych sieciach handlowych, a o weekendowych wyjściach do pubu, tak charakterystycznych dla naszej kultury, większość stara się nawet nie myśleć - mówi Ciaran O’Brien, nauczyciel języka irlandzkiego.
Z drugiej strony, Irlandczycy potrafią oddzielić to, co dzieje się w gospodarce, od życia prywatnego. W tym samym badaniu Eurobarometru uplasowali się w czołówce narodów najbardziej zadowolonych ze swojego życia pozazawodowego.
- Nie jest tak źle, jak wskazywałyby statystyki. Może faktycznie każdy trochę bardziej zwraca uwagę na wydatki, ale nadal chodzę do kina i jeżdżę na wakacje. Najbardziej na kryzysie ucierpieli ci, którzy mieli najwięcej, albo, którzy liczyli, że najwięcej zyskają. Dwoją się teraz i troją, co zrobić z gigantycznymi kredytami na nieruchomości niewarte swojej ceny - zauważa Brendan Maloney, były sportowiec, obecnie barman w jednym z dublińskich pubów.
319 nowych bezrobotnych dziennie
To, co może cieszyć mieszkańców słynącego z pubów kraju, to spadek cen piwa. - Przed kryzysem ceny wahały się w okolicach 6 euro za kufel. Dziś spadły średnio o 2 euro, a zdarzają się miejsca, gdzie można napić się złotego płynu za 3, a nawet 2,5 euro - zauważa Donald O’Brien, mieszkający w centrum Dublina. Jednak nawet przy tak atrakcyjnych cenach lokale świecą pustkami. Jednej trzeciej restauracji grozi upadek w najbliższych sześciu miesiącach, a 80 proc. z nich działa z stratami. Pracownicy tego sektora cieszą sie za to jednymi ze najwyższych zarobków w Europie - to wciąż aż 9,32 euro za godzinę (w Wielkiej Brytanii 5,38 euro, w Hiszpanii 1,93 euro).
Dane ekonomiczne nie nastrajają pozytywnie. Przy około 4,4 mln obywateli Irlandia miała w styczniu zarejestrowanych około 436 tys. bezrobotnych. Daje to 12,7 proc. aktywnych zawodowo mieszkańców pozostających bez pracy - najwyższy odsetek od 1995 r. Jeden na trzech mężczyzn w wieku od 21 do 24 lat jest na zasiłku, a statystyki mówią o 319 nowo rejestrujących się dziennie. Gdyby nie 60 tys. młodych ludzi, którzy wyemigrowali za pracą do Wielkiej Brytanii, Australii czy Kanady, liczba bezrobotnych byłaby jeszcze wyższa.
- Na początku 2007 r. pojechałam z moim chłopakiem Aide’im, Walijczykiem, w podróż dookoła świata. Gdy wróciliśmy, akurat zaczął się kryzys. Do dziś nie możemy zamieszkać razem, ponieważ Aide od półtora roku nie znalazł w Irlandii pracy. Widujemy się tylko w weekendy, gdy przypływa do mnie promem - opowiada Aimee O’Donoghue, pracująca w sektorze usług finansowych w Cork.
Dobra strona kryzysu
Ci, którzy uchronili się przed kryzysem, cieszą się ze spadających cen wynajmu mieszkań.
- Pierwszy raz szukałem mieszkania w 2006 r. Popyt był tak duży, że zdarzało się, że zanim dojechałem, lokum było już wynajęte. Teraz można wybierać i przebierać - mówi Aleksander Jakima, ekspert od funduszy inwestycyjnych mieszkający w Dublinie od czterech lat.
Spadkowy trend dotyczy także nieruchomości komercyjnych. W ciągu ostatnich 12 miesięcy koszty wynajmu powierzchni biurowej spadły o około 30 proc. Według danych DTZ Sherry FitzGerald, stolica Irlandii w rankingu najdroższych miast pod względem kosztów założenia firmy przesunęła się z 20. miejsca w 2008 r., na 33.
- Dublin wpadł do koszyka miast oferujących doskonałą infrastrukturę, w atrakcyjnych cenach, jak Amsterdam, Sztokholm czy Kopenhaga - zauważa Peter Waller, dyrektor usług korporacyjnych DTZ Sherry FitzGerald. Niedawno oddział do obsługi regionu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki zdecydował się otworzyć w Dublinie amerykański Facebook.
Lekcja oszczędzania
Według najgorszego, przedstawionego przez agencję ratingową Standard and Poor’s, scenariusza, na przestrzeni 2009 - 2011 kryzys będzie kosztował Irlandię 50 mld euro.
Ale z drugiej strony, Irlandczycy mogą w pewnych dziedzinach na kryzysie zyskać. Od kilkunastu lat żyjący w dobrobycie, teraz uczą się oszczędzać. I wychodzi im to całkiem nieźle. Czterech na dziesięciu dorosłych jest całkowicie pozbawionych długów, a w kryzysie "na czarną godzinę" odkładają prawie czterokrotnie więcej. Według najnowszych badań Millward Brown Lansdowne, tylko 6 proc. Irlandczyków planuje w najbliższym kwartale zwiększyć swoje zadłużenie, podczas gdy jego redukcję zapowiada aż jedna czwarta badanych.
Poprawa kondycji irlandzkiej gospodarki spodziewana jest w 2011 r., kiedy to według szacunków PKB zielonej wyspy wzrośnie o 3,3 proc. Jeśli do tego czasu Irlandczycy będą oszczędzać, jak zapowiadają, mają spore szanse na szybkie odzyskanie miana "celtyckiego tygrysa".
![]()
Źródło: http://www.kariera.pl/
© 1998-2026 JOBS.PL SA. Wszelkie prawa zastrzeżone.
