Holenderski rynek pracy od lat pozostaje jednym z najbardziej atrakcyjnych kierunków dla polskich fachowców. Jednak w 2026 roku samo doświadczenie to za mało - liczy się wąska specjalizacja. Sprawdzamy, w jakich zawodach zapotrzebowanie jest największe i jak przygotować się do rekrutacji, by uzyskać najlepsze warunki finansowe.
Firmy znajdują się w momencie transformacji - organizacyjnej, strukturalnej i cyfrowej, napędzanej m.in. przez rozwój sztucznej inteligencji. W konsekwencji zachodzi ewolucja pożądanych profili kompetencyjnych pracowników, od których coraz częściej oczekuje się połączenia umiejętności twardych i miękkich z technologiczną biegłością.
Na rynku pracy 2026 kluczem do sukcesu będzie szybkie uczenie się i elastyczna adaptacja do zmian - wynika z dziś opublikowanego raportu ManpowerGroup 'Raport płacowy 2026.
Zmiana zawodu, podniesienie kwalifikacji albo wejście na rynek pracy po przerwie często zaczyna się od jednego pytania: jaki kurs zawodowy będzie realnie przydatny, a nie tylko 'ciekawy'? Wiele osób odczuwa w tym momencie napięcie związane z kosztami, ryzykiem pomyłki i presją czasu. Dochodzą do tego wątpliwości zdrowotne, rodzinne i organizacyjne: czy dam radę pogodzić naukę z pracą, czy kierunek nie okaże się zbyt obciążający, czy po szkoleniu rzeczywiście pojawią się oferty. Dobrze dobrany kurs nie musi być rewolucją, ale powinien być świadomą decyzją opartą na danych, możliwościach i ograniczeniach. Poniżej znajdziesz uporządkowany sposób myślenia, który pomaga wybierać szkolenie w zgodzie z rynkiem pracy i z własną sytuacją.
ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA
Bądź na bieżąco z rynkiem pracy
Wysyłając formularz akceptujesz regulamin
W ciągu trzech kwartałów tego roku firmy pozbyły się 24,7 tys. osób. W ubiegłym roku zwolnień było dwa razy więcej. Zwolnienia grupowe, które na początku kryzysu dziesiątkowały rynek pracy, topnieją. Według informacji zebranych przez 'Rz', od stycznia do końca września we wszystkich województwach firmy zwolniły w taki sposób 24,7 tys. osób. To o ponad połowę mniej niż w tym samym czasie przed rokiem. Wtedy redukcje dotknęły 57,4 tys. zatrudnionych.
Przedsiębiorcy mocno ograniczyli także plany cięć kadrowych. W pierwszych dziewięciu miesiącach tego roku zaplanowano zmniejszenie zatrudnienia w ramach zwolnień grupowych o 50,1 tys. osób, podczas gdy w pierwszych trzech kwartałach przed rokiem etatów do likwidacji było prawie dwa razy więcej - 94,2 tys.
- Tego należało się spodziewać. Ożywienie w gospodarce jest widoczne, a firmy wychodzą z okresu spowolnienia i zaczynają ekspansję na nowe rynki - mówi ekspert Pracodawców RP Adam Ambrozik. Liczba zwolnionych pomiędzy styczniem a wrześniem mocno zmalała we wszystkich województwach. W śląskim i wielkopolskim, które w ubiegłym roku znajdowały się w ścisłej czołówce redukujących etaty (zwolnienia objęły 7,7 tys. oraz 7,3 tys. osób) tegoroczne cięcia to jedna trzecia tych z ubiegłego roku. W województwie dolnośląskim zmalały o przeszło połowę, w lubuskim o ponad 80 proc., podobnie w świętokrzyskim i podkarpackim. - Widać wyraźne odbicie w górę - mówi dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Rzeszowie Tomasz Czop. Widać że jest więcej ofert pracy w Rzeszowie. Przed rokiem podkarpacki rynek pracy mocno ucierpiał przez potężne redukcje w hutach szkła w Krośnie oraz w Hucie Stalowa Wola. Ale Czop ostrzega: - Poprawa jeszcze nie oznacza, że sytuacja całkowicie się ustabilizowała.
Przykładem może być województwo lubelskie, gdzie liczba tegorocznych zwolnień grupowych co prawda spadła, ale niewiele - zaledwie ok. 6 proc. Jeszcze w lipcu ponad 380 pracowników zwolnił PZL Świdnik. Z kolei w Kraśniku prawie 140 osób pozbyła się tamtejsza jednostka wojskowa. Tylko we wrześniu liczba zwolnień grupowych w województwie łódzkim okazała się dwa i pół raza wyższa niż rok wcześniej, a w małopolskim prawie pięć razy wyższa.
Najwięcej grupowych zwolnień przeprowadziły firmy zlokalizowane w województwie mazowieckim - w tym roku pozbyły się ponad 6 tys. pracowników, o jedną czwartą mniej niż w tym samym czasie ubiegłego roku. W podobny sposób zmniejszyły się zapowiedzi zwolnień zgłaszane do powiatowych urzędów pracy, choć i tak na Mazowszu są wielokrotnie wyższe (dotyczą 22,3 tys. osób) niż w innych województwach. Jest to efektem zlokalizowania w Warszawie zdecydowanej większości central ogólnopolskich firm i instytucji. W 2009 roku zwolniły w sumie 13,9 tys. pracowników. To prawie trzykrotnie więcej niż rok wcześniej (4,7 tys.). Pracowników pozbywały się m.in. Poczta Polska, Ruch, firmy ubezpieczeniowe jak PZU i Warta, a także banki: BGŻ, HSBC, GE Money, czy Kredyt Bank. Od początku 2010 roku część central jeszcze dalej tnie etaty (np. Poczta pozbyła się w tym roku 1069 osób), ale wolniej. - Powolny spadek zwolnień widoczny jest od ubiegłej jesieni - mówi rzecznik WUP w Warszawie Wiesława Lipińska.
Ubiegły rok był najgorszym pod względem grupowych likwidacji miejsc pracy. Widać to m.in. po województwie śląskim, gdzie w 2009 roku było 9,5 tys. takich zwolnień w porównaniu do 3,8 tys. w roku 2008. W całym kraju ubiegłoroczne cięcia etatów objęły ponad dwukrotnie więcej zatrudnionych niż rok wcześniej. W ramach zwolnień grupowych zwolniono w 2009 roku łącznie 69,9 tys. osób, podczas gdy w 2008 roku 'tylko' 32,5 tys.
Źródło: www.kariera.pl
Środa, 27 października 2010
© 1998-2025 JOBS.PL SA. Wszelkie prawa zastrzeżone.
